Stanisława Wiśniewska

 


* * *

Wiążę bukiet słów
by okrasić
szary
posępny
dzień

do szczęścia nie trzeba wiele
wystarczy
uśmiech
i dobre słowo




KRASNYSTAW NOCĄ

Noc
jedwabiem zmierzchu
okrywa miasto
wygasza
żarzące prostokąty
okien

z wieżyc kościoła
dwaj święci
kładą
na domy i ulice
wyciągnięte dłonie

drzewa drzemią
milczą
przycupnięte auta

pod konarami
intymnie
przytulona para

w Wieprzu
woda gwarzy

w nadbrzeżnych zaroślach
świerszcze
grają serenadę

uliczne światła
wabią owady

pijalnie i puby
serwują
odurzającą mamrotkę

pijackie wrzaski
drą
ciszę

w muszli nocy
kipi życie.

Krasnystaw 15.08.2005


NIE MA AZYLU


Gdzie nogę postawię
tam szarość
obłuda
i buńczuczność malutkich

burzy się tandeta
i kłamstwo

nie ma azylu

nie pasuję
do rzeczywistości

stawiam
samotne kroki
na piaszczystym gruncie
patrząc
jak elita
buduje struktury

 



Nie dostrzegam


Z otwartym
i szczerym sercem
nasłuchuję
wypatruję....

świat
- wielka bryła
kręci się
pulsuje kłamstwem

cudu uczciwości nie widać



CZŁOWIEK


Zraniona godność
przebrnęła ciasny korytarz
ocierając sie o brud

zdeptany dywan sumień
milczy

milczą ściany

dlaczego
człowiek człowiekowi wilkiem



ODMIEŃ NASZ LOS


Boże Wszechmogący
Stwórco świata
Dałeś Nam dekalog

Żyć wciąż ciężko
Wyzyskiwani przez sytych
W śmietnikach
Umiera nasza godność

Włodarze
Łudzą słowami nadziei

Panie
Zniszcz pleniące się zło

"odmień oblicze ziemi"



Warchoły


Tam
u progu puszczy
w Dolinie Sandomierskiej
gdzie strzeliste sosny
sięgają nieba
a mięsiste mchy
puchem zaścielają
szorstkość ziemi
i paciorkami rosy
karmią
wypasłe czernice
tam
gdzie aromat żywicy
miesza się ze słodkim
zapachem macierzanek
konwalii
i leśnego bagna

to tam
przed laty
nad niewielką
niżańską rzeką Barcówką
wyrosły gniazda
mego rodu
nadając nazwę wsi
- Warchoły.

Utracony raj


Pod baldachimem słońca i gwiazd
otoczona baśniowym horyzontem
pulsuje Stara Wieś
... Surhów
... Bończa ...

i choć meandry życia
prowadzą
w gwar miasta
ciągle wracam
na utracone ścieżki
pachnące lepiechem
poziomką
fiołkiem
smakiem dzikiej czereśni
i ulęgałki

nie wróci
anielski raj dzieciństwa ...



A może ...

W podwórkowych zaułkach
ziemi ojców
życie butwieje
- liść jesieni kona

życiodajny koszyk
pomniejszony po stokroć
nie syci

spracowane ręce
w bezsile
nie wiążą

a może
rozśpiewane słowo
uskrzydlone echem wolności
wyda ton wielokrotny
i skruszy
skamieniałe serca
ojczystego Rządu.


28.05.2007 r.

Mój dom rodzinny

Znam go po ciemku
po omacku
na pamięć

przycupnoł wśród grusz
jabłoni i wiśni

w ogrodzie
z miętą malwą
i podróżnikiem

z szuwarami
przy krynicznej łozinie
i ugorem
z tysiącami stokrotek

mój stary
pobielany dom
ze źródlaną wodą
ciągle żyje
w mojej pamięci.

23.07.2007 r.

 

POD KOPUŁĄ BŁĘKITU - 2007 ______( wiersze, wybrane)


Moja wieś

Wieś jak wieś
jak każda inna
powiązana sąsiedzkimi chatami
skibą niwy
wygonem
rzeczką

daleka a jednak bliska
bo wrośnięta
w dzieciństwo
i młodość

wpleciona
w ojcowskie opowieści
o dziedzicu Potockim
o ludziach
którzy byli
i są
jak kromka chleba

Matka

Błogosławionym bólem spowita
radością serca
płonie

macierzyństwem
otacza każdy krok

drży
w chwilach
niedoli
i szczęścia

ubrana w pancerz
niegasnącej miłości
dozgonnie kocha

Matka
nieprzebrany skarb.


W ogrodzie życia

Życie -
to ogród w kwiatach
szczęścia i cierpienia

wonne konwalie odurzają
młodością

georginie
puszą się dostojeństwem

a róże
- najpiękniejsze
kwiaty jesieni
cierniem zadają ból.


Ojcu ( w 17 rocznicę śmierci )

Słyszę
Tato
Twoje mądre pouczania
i ciągle czuję
ciepło Twoich rąk

nie ma Ciebie
lecz kwitniesz
w moim sercu
niezapominajką

Śpisz samotnie
z dala od swoich
ukołysany szumem
cmentarnych kasztanów.


* * *

Nie dręcz siebie
nadaremnie

myślą
nie osaczaj

przełknij krzywdę
utul serce

niech
niewinne
nie rozpacza.

Maciejki

Dzień uleciał
lotem ptaka

podziwiałam wieczór

najdłużej tkwiłam
w maciejkach

odurzają zapachem

są piękne
nie ranią.


* * *

Poszarzały pola
po zebranych plonach
posmutniały rżyska

wiatr
skrzydłem plącze
białe nici
babiego lata

ziemia
oblana złotem
mieni się w czerwieni
sypie
kolorowe blaszki

nagie konary drzew
drżą w grzywach chłodu

ociężałe chmury
niosą śnieżną zimę.

Utracony raj

Pod baldachimem słońca i gwiazd
otoczona baśniowym horyzontem
pulsuje Stara Wieś
Surhów
Bończa ...

i choć meandry życia
prowadzą
w gwar miast
ciągle wracam
na utracone ścieżki
pachnące lepiechem
poziomką
fiołkiem
smakiem dzikiej czereśni
i ulęgałki

nie wróci
anielski raj dzieciństwa...

   


Informacja o prawach autorskich       Strona główna